Strona główna

Fusion nad Kłodnicą

NIE TYLKO KLUSKI ŚLĄSKIE

Restauracja Kolonialna w Gliwicach

Fusion to zjawisko, które równie dobrze pasuje do muzyki, jak i do kuchni. Mieszanie dźwięków z różnych stron świata najlepiej udaje się w world music. Czasami te mieszanki są naprawdę zaskakujące: Bretończycy zapraszający do swoich zespołów muzyków cygańskich albo izraelski saksofonista występujący na jednej scenie z tunezyjczykiem grającym na tradycyjnym instrumencie oud. Ale w kuchni fusion bywa jeszcze odważniejszy. Jadłem już choćby sushi skropione słodkim sosem czy śląską roladę z dodatkiem marynowanego imbiru.

Muzyczno-kulinarnego fusion doświadczyłem niedawno w Gliwicach, gdy wracałem z koncertu Any Moury. Ta portugalska wokalistka śpiewa głównie fado, ale ma też w swoim repertuarze choćby utwory The Rolling Stones. Po tym mieszaniu dźwięków szedłem już do samochodu, gdy na ul. Kłodnickiej natknąłem się na restaurację Kolonialną. Już od ulicy wabiła kuchnią międzynarodową i fusion, więc długo nie pozostałem nieczuły na te zachęty i wszedłem do środka.

W Kolonialnej fusion panuje już w wystroju, gdzie indyjskie bibeloty dzielą przestrzeń z arabskimi lusterkami czy trudnymi do zidentyfikowania latarenkami. Ale to dopiero przedsmak fusion, które znajdziemy w karcie dań. Przede wszystkim to przegląd kuchni całego świata - od steków po nowozelandzku, przez tadżin z Kuwejtu po kurczaka po szwajcarsku. Bardziej intrygujące są jednak dania fusion. Co powiecie na kurczaka po amerykańsku w coca-coli? Brzmi ciekawe, ale ja mówię coca-coli "nie" i zamówiłem shoarmę w sosie z warzywami (19 zł) z porcją ryżu po arabsku (4,5 zł). Choć danie nie było opisane jako fusion, to daniem fusion zdecydowanie było. Kawałki podsmażanego i przyprawionego po arabsku kurczaka przykrywała bowiem warstwa warzyw prosto z chińskiego kurczaka pięć smaków. Zidentyfikowałem m.in. bambus i grzyby mun. Efekt był taki, że dodatek zdominował smak głównego dania i shoarma smakowała bardziej jak chińszczyzna niż potrawa z Bliskiego Wschodu. Dobre, choć nie genialne. Za to kiedy spróbowałem kurczaka w daktylach po irańsku (18 zł), wstąpiłem do raju fusion. Zaprowadził mnie tam boski smak sosu, w którym skąpany był pieczony filet. Z czym go porównać? Długo się zastanawiałem, smakując ten gęsty, cudownie słodki sos, i odpowiedź przyszła, kiedy talerz dawno już był pusty. Porównanie tylko trochę zbliżające się do istoty tego fantastycznego dodatku, ale najbliżej było mu, moim zdaniem, do smaku... biszkopta, który w jakiś sposób przeszedł w stan płynny. Ale, zastrzegam, to tylko dalekie porównanie, bo kurczak po irańsku wymyka się opisowi.

Żeby nie było jednak tylko dobrze, muszę wspomnieć o porcji ryżu, którą dostałem. Nie wiem, na czym polegała jego "arabskość" (choć był czymś przyprawiany, dodatki nie wpłynęły na jego smak), za to wiem, że porcja była śmiesznie mała. Choć gospodarowałem nim oszczędnie, ryż zniknął z talerza na długo przed ostatnim kęsem mięsa.

Odwracając słowa prezesa Klubu Sportowego "Tęcza" Ryszarda Ochódzkiego: "Niech te minusy nie zasłonią wam plusów". Kolonialna to oryginalne miejsce z oryginalną kuchnią, która niejednym nas zaskoczy. Na dodatek, jak sam się przekonałem, można tam wpaść o naprawdę późnej porze (w piątki i soboty jest otwarta do godz. 23) i dostać każde danie z karty. Brakuje tego w Katowicach, gdzie, poza paroma chlubnymi wyjątkami, po godz. 22 większość knajp jest albo już zamknięta, albo kucharz właśnie wychodzi, albo piec jest już wygaszony, albo kelnerka spieszy się na ostatni autobus, albo...

Restauracja Kolonialna, Gliwice, ul. Kłodnicka 2, tel. 032 270 45 30.
Czynna nd.-czw. od godz. 12 do 22, pt.-sob. do godz. 23.

ŁUKASZ KAŁĘBASIAK

cjg@katowice.agora.pl

BARTŁOMIEJ BARCZYK

KA-TCG

Gazeta Wyborcza - Co Jest Grane - Katowice nr 272, wydanie z dnia 20/11/2009




Projekt i wykonanie - ITAMAR